Produkcja traw przez rolników

Dodaj komentarz

Do końca lat 80. XX w. Polska była jednym z wiodących producentów materiału siewnego traw w Europie. Uprawa ta była fantastycznie powszechna, natomiast przeobrażenia i urynkowienie gospodarki spowodowały spadek zainteresowania tą produkcją pomiędzy rolników. Produkcja nieustannie ro­sła, a polskie nasiennictwo zostawało skutecz­nie wypierane przez zachodnich producentów. Właśnie produkcją traw zajmuje się nie­wielu rolników. Okazuje się natomiast, że prowadzenie takiej działalności może przynosić ko­rzyści zarówno majątkowe, jak również gospodarcze, gdyż trawy to wyborny płodozmian dla innych roślin rolniczych. Mimo wielu trudności odbudowa nasiennic­twa traw w naszym kraju jest bardzo realna. Nie zmieniły się wszak sprzyjające uprawie traw okoliczności klimatyczno-glebowe. Posiadamy rów­nież odpowiednie zaplecze hodowlane. Dziś stosowane techniki produkcji pozwalają uzy­skać plony, które ponownie czynią produkcję na­sienną opłacalną i godną sugestie – powiedziano nam w dziale nasiennym Dalgety Agra Polska, korporacji, która m.in. para się kontraktacją zamysł­tacji nasiennych traw.

Jednym z rolników, którzy od lat zajmują się uprawą nasion traw jest Tadeusz Kraśniewski ze wsi Łęg Probostwo w gm. Drobin, w pow. płockim, w woj. mazowieckim. Jeszcze wiele lat temu w naszym rejonie wie­lu gospodarzy zajmowało się tą działalnością, jednak w chwili obecnej pozostała nas zdecydowanie mniejsza ilość, gdyż uwarunkowania rynkowe spo­wodowały, że z traw masowo zrezygnowano – przyznaje rolnik, który w swoim gospodarstwie posiada znaczną, bo 30-hektarową plantację. Uprawy takie najlepiej zakładać na dość moc­nych glebach kompleksu pszenno-buraczane- go, jednakże trawa całkowicie przyzwoicie plonuje także na nieco lżejszych kompleksach żytnio-ziemniaczanych. Wszystko uzależniony jest od odmiany. Są takie, któ­re udają się i na piaskach, o ile ze 100% pewnością jest odpowiednia ilość wody. Odradzam zakładanie upraw na mocnych czarnych glebach, gdzie jest zbyt dużo wody, gdyż mogą być dylematy potem ze zbiorem – mówi Kraśniewski. Teraz młócenie trawy wymaga od rolników szczególnej staranności, w pierwszych dniach lipca jest ona najpierw ścinana zwykłą kosiarką i jeszcze dwadzieścia lat temu powierzchnia krajowych upraw plantacji traw nasiennych przekraczała 65 tys. ha. Znacząca większość przeznaczona była na eksport. Polska była europejskim potentatem w tej dziedzinie, jednakże z początkiem lat 90. nastąpił znaczący spadek zainteresowania uprawą traw na nasiona. W ostatnich latach wielkość plantacji wynosiła zaledwie wiele tysięcy ha. Dopiero po kilku dniach, kiedy już trawa wystarczająco Państwo­schnie, jest młócona z pokosu normalnym bi­zonem, który musi być wyposażony w spe­cjalny podbierak. Surowiec zebrany prosto z pola nie na­daje się bezpośrednio do dystrybucji. Rolnik musi dokonać w gospodarstwie jego czyszczenia i su­szenia. Robi się to za poradą zwykłego petkusa i zestawu odpowiednich sit, dzięki którym za­nieczyszczenia zostają wyeliminowane. Odrobinę bardziej złożony problem jest w przypadku su­szenia. Nie można tego robić z wykorzystaniem popularnego sprzętu, którym dosuszane jest zbo­że za radą gorącego powietrza, gdyż wyso­ka temperatura niszczy w nasionach traw siłę kiełkowania. Trzeba radzić sobie w inny sposób – deklaruje Tadeusz Krasniewski.



Zablokowano możliwość komentowania.